Sen. To coś, co może sprawiać przyjemność bądź wykańczać. W moim przypadku, to raczej to drugie.
Byłam w małym, leśnym domku. Cieszyłam się posiłkiem i rozmową z moimi rodzicami. To było parę jakże ulotnych chwil. Jedno mrugnięcie, a zaraz po nim widok padającej martwo matki z podciętym gardłem. Płacz małej dziewczynki, znam go już tak dobrze, lecz... Czyj on jest? Ach, no tak. Jest, a raczej był mój. W końcu to mój koszmar, właściwie wspomnienie. To naprawdę miało miejsce, choć... Minęło już chyba dziesięć lat. Widzę to za każdym razem, gdy zamykam oczy. Śmierć matki, a po chwili ojca. Byłam wtedy jeszcze dzieckiem.
Nagle się obudziłam. Powinnam dawno oszaleć, ale nie mogę sobie na to pozwolić. Zbyt wiele zostało mi jeszcze do zrobienia na tym świecie, mam zbyt wiele do stracenia, zbyt wielu na mnie polega. Przetarłam sennie oczy, a następnie spojrzałam obok na małą osóbkę, leżącą obok mnie. Co ona tu robi? To teraz nieważne. Wstałam z łóżka, po chwili zmieniając formę na ludzką. Dzisiaj będzie mi wygodniej z niej korzystać, mam coś do zrobienia. Szybko przebrałam się w moje codzienne ubrania, następnie przypinając do pasa katanę. Usłyszałam ziewnięcie oraz pytanie, gdzie idę. Aya musiała się obudzić. Stwierdziłam, iż mam do załatwienia sprawę z pewną osobą i niedługo wrócę do niej, a także reszty sierot. Szybkim krokiem wyszłam z ogromnego budynku z cegły, który był siedzibą mojego klanu. Czekała mnie dosyć długa droga... Niewiele myśląc, sprawdziłam czy nikt mnie nie widzi, po czym rozwinęłam parę czarnych skrzydeł i wzbiłam się wysoko w powietrze. Lot to coś pięknego, jednakże rzadko mam możliwość z niego korzystać. Wszystko przez to, że ukrywam część mojego pochodzenia. Tylko jedna istota wie, czego hybrydą jestem. To właśnie osoba do której lecę. Miał się pojawić na ostatnim spotkaniu, ale go oczywiście nie było. Ech, ten pająk ma wszystko kompletnie gdzieś. Mógłby przynajmniej czasami zrobić coś w terminie. Nim się obejrzałam, dotarłam do lasu, tuż obok jednego z pajęczych miast. To trochę irytujące, jednak jakoś to wytrzymuję. Zaczęłam się przedzierać przez niezliczone ilości pajęczyn, stworzonych przez mojego "przyjaciela" z dzieciństwa. W końcu udało mi się dotrzeć do Oxial'a, który zwisał z jednej z gałęzi. Otworzył jedno ze swoich oczu.
- Meh... - tylko tyle powiedział, następnie zamknął oko. Naprawdę? Zero reakcji z jego strony? Ech... Co ja mam z nim zrobić? Szybko wyciągnęłam katanę, zaraz potem przecinając nić, na której wisiał i zrzucając go na ziemię. Ten nawet na mnie nie spojrzał, jednak powoli podniósł się.
- Jak zawsze niecierpliwa - powiedział zwyczajowym dla siebie głosem dalej na mnie nie patrząc.
- A ty jak zawsze miałeś być na spotkaniu, lecz cóż... Znowu cię nie było - westchnęłam, spuszczając głowę. Doprawdy, to dobry władca, jednak ignoruje prawie wszystko. - W tej sytuacji, musisz jechać do kraju Hybryd, żeby załatwić papierkową robotę i tak dalej... - powiedziałam, znudzona jego zachowaniem. Znowu.
Oxial?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz