Dzień jak każdy inny, spędzałam go oczywiście zamknięta we własnym domu. Nie pamiętałam kiedy opuściłam ostatnio mury tego zamku, najprawdopodobniej nigdy. W ten dzień jednak byłam podekscytowana. Od razu po obiedzie przebiegłam do swojego pokoju, tym razem chętnie. Wymijając wszystkie pytania jakimiś wymówkami weszłam do niego i szczelnie zamknęłam drzwi. Uśmiechnęłam się chytrze, a w mojej dłoni błysnął mały kluczyk. Spojrzałam na wielki balkon i pewnie ruszyłam w jego stronę. Popchnęłam klucz w stronę malutkiej, złotej kłódeczki zawisającej na drzwiach i przekręciłam go. Pasował idealnie. Wraz z pociągnięciem za klamkę zasłony poszły w górę. Wiatr...Poczułam go na całym moim ciele, a nie na twarzy czy dłoniach jak to bywało zazwyczaj gdy wychylałam się przez okno. Przymknęłam oczy delektując się tą chwilą. Nie trwało to jednak długo, nie miałam czasu. Stuknęłam moimi bucikami o posadzkę na balkonie. Chwyciłam się jego barierki i wychyliłam w dół. Tak jak sądziłam było wysoko, ale to była moja jedyna szansa. Nie mogłam teraz stchórzyć. Przywiązałam linę zdobytą przeze mnie już bardzo dawno do barierki. Starałam się nie stresować. Wzięłam wdech i ostrożnie wdrapałam się na balustradę. Pożałowałam wyboru butów, ale czasu było coraz mniej. Usłyszałam łomotanie do drzwi. Musiałam się spieszyć. Szybko ściskając mocno linę odchyliłam się w dół i zaczęłam schodzić po murze. Dopiero gdy znalazłam się na ziemi i zaczęłam biec przed siebie doszło do mnie co właśnie zrobiłam. Naprawdę uciekłam z zamku. To uczucie tak mnie ekscytowało! Wreszcie miałam pokazać wszystkim, że potrafię poradzić sobie sama! Wreszcie dostałam szansę.
~Po nieokreślonym czasie wędrówki~
Nie miałam pojęcia gdzie jestem, ani dokąd konkretnie idę. Teraz zaczęło do mnie dochodzić, że wolność nieco uderzyła mi do głowy. Aczkolwiek dalej byłam przekonana, że dam sobie radę! Nagle usłyszałam jakiś szelest. Odruchowo odwróciłam się. Znajdowałam się w jakimś lesie, więc może być tu dużo czyhających niebezpieczeństw - dobrze o tym wiedziałam. Ku mojemu zdziwieniu mój wzrok nic dostrzegł. Wzruszając ramionami chciałam ruszyć dalej jednak poczułam coś na dłoni. Spojrzałam na nią i ujrzałam ledwo widoczną, cienką nić. Sieć. Chyba wiedziałam w którym kraju się znajduję...Wiodąc wzrokiem po sieci wreszcie zobaczyłam dorosłego mężczyznę-pająka. Na jego twarzy widniał łobuzerski uśmiech mówiący wszystko. Miałam kłopoty.
- Co taka śliczna dziewczynka robi tu sama? Nie boisz się? - zapytał podchodząc bliżej. Szarpnęłam ręką, rozluźniając trochę ucisk sieci. Zamiast odpowiedzieć rzuciłam mu jedynie pogardliwie spojrzenie. Nie wyglądało może ono tak poważnie, zwracając uwagę na moje proporcję, jednak powinien domyślić się o co chodzi. Kompletnie jednak zignorował to, szybko chwycił moją rękę i przyciągnął mnie bliżej siebie.
- No co? Nic nie powiesz? To niegrzeczne - stwierdził, a uśmieszek nie schodził mu twarzy. Chciałam jakoś się wyrwać, ale na marne. Był o wiele silniejszy ode mnie. Przymknęłam oczy gdy jego twarz była coraz bliżej mojej, jednak...Nic się nie działo. Nagle poczułam jak dłoń mężczyzny rozluźnia się. Gdy otworzyłam oczy pająk był na ziemi, a obok nas stali kolejny przedstawiciel jego gatunku i o ile się nie mylę hybryda.
Kim jesteście...?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz